Pies, który biegać nie chce
Biegamy z Yukim. Tak właściwie to zaczynay biegać. Chociaż nie wiem czy bieganiem można nazwać to, co robimy. Bardziej truchtamy niż biegamy. Nie to, żebyśmy nie chcieli biegać, ale Yuki raczej typem sportowca nie jest. Bo przecież po drodzę jest tyle ciekawych rzeczy, po co biec, jak można iść spokojnie sobie i wszystko czuć i oglądać. Niby spoko filozofia, ale jeśli biegniecie ,bądź chodzicie tą samą trasą setny raz, a za każdym z tych razy znajdzie się coś do wąchania i oglądania to nie brzmi to już tak super. U nas właśnie tak jest.
Od kiedy zawitał u nas Yuki, gdzieś z tyłu głowy zrodził mi się pomysł wspólnego biegania. Nie mówie o takim super, hiper profesjonalnym (bo na takim to i moje płuca by wysiadły), ale takim wiecie, rekreacyjnym. Niestety (albo czasem stety) Yuki jest psem trochę wypadającym z tych standardowych ram jaki to jest ten pies husky. Typ sportowca - aktywny wypoczynek ? W Yukiego wypadku raczej odpowiedz by brzmiała - nie, dziekuję, postoję, albo jeszcze lepiej - poleżę. Tak, Yukine jest typem kanapowca, domatora. Spacery, a i owszem, bieganie, no niekoniecznie.
Yuki wypracował sobie skuteczny sposób na pokazanie, że biegać już nie za bardzo chce. Stawanie co chwilę i wąchanie, to jedno. Ale u naszego czworonoga w jego móżczku zrodził się zgoła inny sposób na zmiany biegu na spacer. W pewym bowiem momencie, Yukimyra zaczyna po prostu chwytać nas za nogi. Tak, dobrze czytacie, za nogi. Głównie za buty. Nie gryzie, żeby było jasne. Po prostu chwyta by zatrzymać nasze parcie na bieganie. Z boku to nawet śmiesznie wygląda. Bo Yuki próbuje także na nas skakać by jeszcze bardziej zwrócić na niego uwagę i nas zatrzymać. Muszę przyznać, technikę wybrał dobrą. Jednak wredni ludzie krzyżyją trochę plany genialnego pieseła.
Tak mniej więcej wygląda technika Yukiego.
Nie mamy filmu z dnia, tylko z wieczora, jak już wracaliśmy (gdzie właściwie już nie było biegania).
Jedną z podstawowych komend jakie wypracowaliśmy na początku naszego życia z Yukim, było nauczenie go, co onacza "nie/nie wolno". Tyle, że to nie jest takie proste jakby się teraz mogło wydawać. Yuki jest jak bączek. Pamiętacie taką zabawkę z dzieciństwa, którą się nakręcało i puszczało, a ona z kolei kręciła się wokół własnej osi? No to takim bączkiem jest Yuki, w tym swoim sposobie zatrzymania machiny biegania - trudno go zatrzymać jak ruszy. Dlatego też, jeśli przegapimy moment jego chęci uruchomienia swojego programu "ja Ci pokażę, dalej nie biegnę" to Yuki jak bączek dojdzie do celu, bez zatrzymywania. Niby łatwa sprawa. Co za problem wyczuć odpowiedni moment i powiedzieć "nie". No niby tak. Ale jeśli biegniesz i się zamyslisz, myśląc o tym co dziś wykwintnego i przepysznego zrobisz na obiad albo o smacznych lodach śmietankowych z truskawkami, albo lepiej- o szarlotce z bitą śmietaną - to przegapisz cudowny moment wciśnięcia w "maszynie o nazwie Yuki" przycisku "uruchom". W tym momencie jesteś stracony. Twoje bieganie ustaje, a pies niczym król kroczy obok Ciebie dumny ze swych działań.
Tak więc z naszym psem bieganie jest niekoniecznie takie, jakie mogłoby się wydawać. Niby coraz mniej jest uruchamiany program anty-bieganiowy. Ale nie ma dnia (mówimy o dniu w którym biegamy) kiedy chęci włączenia programu by nie było. Co oczywiście nieoznacza, że zawsze ten program zostaje włączony. Często udaje nam się zatrzymać jego start. A więc idzie nam coraz lepiej. Porównując z początkami. Co będzie dalej? To się okaże. Życzcie nam szczęścia. Może Yuki kiedyś pokocha bieganie.
Od kiedy zawitał u nas Yuki, gdzieś z tyłu głowy zrodził mi się pomysł wspólnego biegania. Nie mówie o takim super, hiper profesjonalnym (bo na takim to i moje płuca by wysiadły), ale takim wiecie, rekreacyjnym. Niestety (albo czasem stety) Yuki jest psem trochę wypadającym z tych standardowych ram jaki to jest ten pies husky. Typ sportowca - aktywny wypoczynek ? W Yukiego wypadku raczej odpowiedz by brzmiała - nie, dziekuję, postoję, albo jeszcze lepiej - poleżę. Tak, Yukine jest typem kanapowca, domatora. Spacery, a i owszem, bieganie, no niekoniecznie.
Yuki wypracował sobie skuteczny sposób na pokazanie, że biegać już nie za bardzo chce. Stawanie co chwilę i wąchanie, to jedno. Ale u naszego czworonoga w jego móżczku zrodził się zgoła inny sposób na zmiany biegu na spacer. W pewym bowiem momencie, Yukimyra zaczyna po prostu chwytać nas za nogi. Tak, dobrze czytacie, za nogi. Głównie za buty. Nie gryzie, żeby było jasne. Po prostu chwyta by zatrzymać nasze parcie na bieganie. Z boku to nawet śmiesznie wygląda. Bo Yuki próbuje także na nas skakać by jeszcze bardziej zwrócić na niego uwagę i nas zatrzymać. Muszę przyznać, technikę wybrał dobrą. Jednak wredni ludzie krzyżyją trochę plany genialnego pieseła.
Tak mniej więcej wygląda technika Yukiego.
Nie mamy filmu z dnia, tylko z wieczora, jak już wracaliśmy (gdzie właściwie już nie było biegania).
Jedną z podstawowych komend jakie wypracowaliśmy na początku naszego życia z Yukim, było nauczenie go, co onacza "nie/nie wolno". Tyle, że to nie jest takie proste jakby się teraz mogło wydawać. Yuki jest jak bączek. Pamiętacie taką zabawkę z dzieciństwa, którą się nakręcało i puszczało, a ona z kolei kręciła się wokół własnej osi? No to takim bączkiem jest Yuki, w tym swoim sposobie zatrzymania machiny biegania - trudno go zatrzymać jak ruszy. Dlatego też, jeśli przegapimy moment jego chęci uruchomienia swojego programu "ja Ci pokażę, dalej nie biegnę" to Yuki jak bączek dojdzie do celu, bez zatrzymywania. Niby łatwa sprawa. Co za problem wyczuć odpowiedni moment i powiedzieć "nie". No niby tak. Ale jeśli biegniesz i się zamyslisz, myśląc o tym co dziś wykwintnego i przepysznego zrobisz na obiad albo o smacznych lodach śmietankowych z truskawkami, albo lepiej- o szarlotce z bitą śmietaną - to przegapisz cudowny moment wciśnięcia w "maszynie o nazwie Yuki" przycisku "uruchom". W tym momencie jesteś stracony. Twoje bieganie ustaje, a pies niczym król kroczy obok Ciebie dumny ze swych działań.
Tak więc z naszym psem bieganie jest niekoniecznie takie, jakie mogłoby się wydawać. Niby coraz mniej jest uruchamiany program anty-bieganiowy. Ale nie ma dnia (mówimy o dniu w którym biegamy) kiedy chęci włączenia programu by nie było. Co oczywiście nieoznacza, że zawsze ten program zostaje włączony. Często udaje nam się zatrzymać jego start. A więc idzie nam coraz lepiej. Porównując z początkami. Co będzie dalej? To się okaże. Życzcie nam szczęścia. Może Yuki kiedyś pokocha bieganie.


Komentarze
Prześlij komentarz